Dlaczego minimalizm ułatwia życie?

Odkąd przeprowadziliśmy się do Wielkiej Brytanii, nasza sytuacja poniekąd zmusiła nas do życia w minimalizmie. Początkowo wynajmowaliśmy pokój, w którym wolna przestrzeń była mocno ograniczona. Później zaczęliśmy wynajmować kawalerkę, która także do szczególnie dużych nie należy. W tym miejscu mieszkamy do dzisiaj i wszystko wskazuje na to, że pomieszkamy jeszcze jakiś czas.

Mała przestrzeń, w której nie można niczego zmienić, a także niski budżet sprawiły, że musieliśmy się nauczyć żyć z ograniczoną ilością przedmiotów. Systematycznie zaopatrzyliśmy się w te, których bardzo nam brakowało na co dzień. Jednak staraliśmy się nie kupować niczego ponadto. Nawet będąc na zakupach w IKEI (serio!). Z czasem zauważyłam, że otaczanie się w większości praktycznymi przedmiotami mi służy. Dlaczego?

 

Brak wyrzutów sumienia

Nie przejmuję się tym, że wyrzucam pieniądze w błoto, czego bardzo nie lubię. Nie zamartwiam się, że kupiłam coś co od miesiąca leży nieużywane w szafie. Każdy mój zakup jest dobrze przemyślaną decyzją. Wystarczy, że będąc w sklepie zadam sobie pytania „Czy ta rzecz jest mi na pewno potrzebna?”, „Czy będę jej używać/będę w niej chodzić więcej niż raz?”. Jeżeli odpowiedź na chociaż jedno z nich jest przecząca, wychodzę stamtąd z dokładnie taką samą ilością funtów w portfelu z jaką przyszłam.

Dzięki temu nie mam wyrzutów sumienia, takich jak miałam jeszcze w czasach cotygodniowego chodzenia na zakupy. Nie patrzę na masę swoich ubrań lub kosmetyków z poczuciem winy przypominającym, iż nie wiem co z nimi zrobić. A tych, które nie są mi więcej potrzebne, staram się regularnie pozbywać.

 

Oszczędność

Jest to dosyć oczywiste, że mniej kupionych rzeczy równa się większa ilość zgromadzonych pieniędzy. A to na pewno ważny aspekt, dla wszystkich, którzy chcą oszczędzić trochę gotówki. Osobiście, należę właśnie do tych osób, dlatego zamiast kupować kolejną parę drogich butów, dużo bardziej wolę odłożyć tę kwotę na jakiś większy wydatek w przyszłości, na przykład własne mieszkanie.

Poza tym dużo wygodniej się żyje mając świadomość, że do końca miesiąca nie zostało tylko 10 funtów w portfelu tylko, dlatego że źle zarządzamy naszym budżetem. Nie musimy się przejmować skąd weźmiemy pieniądze w razie nagłej potrzeby. Staram się myśleć przyszłościowo, jednocześnie skupiając się na tu i teraz.

dlaczego minimalizm ułatwia życie
 

Więcej przestrzeni

Mając mniej niż 25 metrów kwadratowych, w których mieszkają dwie dorosłe osoby i kot, trzeba dosyć rozsądnie gospodarować dostępnym miejscem. Dlatego mimo iż chętnie zaopatrzylibyśmy się w komodę, w której moglibyśmy trzymać część naszych ubrań, zdecydowaliśmy, że bardziej praktycznym zakupem będzie biurko. Natomiast jeśli chodzi o przechowywanie całej odzieży – musieliśmy się zmieścić w jednej szafie.

Stąd też nierozsądnie byłoby kupować ich nieskończoną ilość. Chociaż mając dużą ilość sklepów pod nosem, w których jest ogromny wybór różnych przepięknych rzeczy, na początku było trudno się powstrzymać przed ich kupieniem. Natomiast z czasem, przestał mi przeszkadzać ich brak, a wręcz przeciwnie – zaczęłam doceniać wolną przestrzeń w naszym mieszkaniu. Dlatego obecnie, mamy tylko te rzeczy, które faktycznie potrzebujemy.

 

Problem „nie mam się w co dzisiaj ubrać” mnie nie dotyczy

U mnie w szafie panuje dosyć spory minimalizm, mimo wszystko dużo rzadziej zastanawiam się co mam na siebie włożyć niż to robiłam wcześniej. Przy kupowaniu odzieży staram się to robić tak, aby nowy ciuch można było łatwo skomponować z tymi, które mam do tej pory. Staram się też uzupełniać swoją szafę dopiero wtedy, gdy naprawdę czegoś potrzebuję, na przykład wyrzucam przetarte buty i zastępuję je nowymi.

Dużą zasługę w „pilnowaniu mnie” przed zbędnymi zakupami ma fakt, że pamiętam, iż mam ograniczoną ilość miejsca w szafie, które muszę dzielić z Łukaszem. Nie mogę, więc pozwolić sobie na zakup nowej sukienki, bo zwyczajnie nie miałabym gdzie jej powiesić. Tym bardziej, że i tak już zgarnęłam większą część wieszaków. ;)

 

A czy Wy lubicie minimalizm w życiu?

 

Może Cię również zainteresować

  • ja chyba nie byłabym w stanie się przestawić na minimalizm, zwłaszcza z moim nasilającym się zakupoholizmem ;p

  • Ewelina

    Pamiętam, że przy każdej przeprowadzce (średnio co dwa lata) gdy jeszcze wynajmowalismy mieszkania, zazwyczaj były to kawalerki, zawsze z czegoś rezygnowaliśmy.
    Co przeprowadzka to coś starego wyrzucalismy a kupowalismy same niezbędne meble. Im większe mieszkanie tym więcej mogliśmy.

  • Sama dopiero oswajam minimalizm i lubię świadomość, że używam wszystkiego co mam ☺️

  • Mam podobne myślenie podczas zakupów do Twojego. Może w mieszkaniu, które wynajmuje zmieściłoby się więcej rzeczy, ale jednak ja wolę oszczędzić i odłożyć pieniądze na kolejną podróż czy spełnienie jakiegoś marzenia. :) Do tego staram się większość potrzebnych mi rzeczy wygrywać. :D