Dwa lata mieszkania w Anglii – co się u mnie zmieniło?

6 sierpnia 2015 roku, razem z moim narzeczonym przeprowadziłam się do Wielkiej Brytanii. Na początku zaopiekowali się nami znajomi. Odebrali nas, wtedy jeszcze młodych i zagubionych z lotniska. Pozwolili pomieszkać u siebie jakiś czas, dopóki czegoś sobie nie wynajmiemy. Poopowiadali jak mieszka się w Anglii w porównaniu do Polski. I sprawili, że dużo łatwiej było nam stanąć na nogi w zupełnie obcym kraju, w którym nigdy wcześniej nie byliśmy nawet jako turyści.

Po tygodniu mieszkania u nich, przeprowadziliśmy się do Londynu. W międzyczasie znaleźliśmy sobie niezbyt duży ale tani pokój, w którym mieszkaliśmy przez kolejnych parę miesięcy. Zaczęliśmy też pracować, spędziliśmy trochę czasu na poznawaniu miasta i w październiku zaczęłam studia.

 

Moje początki w Londynie

Pierwszy miesiąc należał do najgorszych. Drugi i trzeci był podobny. Tęsknota za domem dawała w kość. Nieustanne zastanawianie się czy to co robimy ma w ogóle jakiś sens, czy nie lepiej rzucić to wszystko i wrócić do Polski? Do kraju, który znamy i rozumiemy? Obydwoje nie raz, chcieliśmy się spakować i polecieć pierwszym możliwym samolotem do domu. Codziennie pocieszaliśmy się i powtarzaliśmy sobie, że kiedyś będzie lepiej.

Pamiętam też moje rozczarowanie Londynem, który na samym początku w ogóle mi się nie podobał. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego tyle osób zachwycało się tym miastem. W ogóle nie rozumiałam co w nim takiego jest. Dla mnie to było zwykłe miasto z bardzo starymi, podobnymi do siebie budynkami. Do tej pory tak uważam, chociaż dzięki poznaniu Londynu lepiej – patrzę na niego nieco przychylniej.

To co najbardziej nam doskwierało w naszych początkach mieszkania w Londynie to samotność. Nie mieliśmy tam nikogo oprócz siebie. Musieliśmy nauczyć się jak być dla siebie wszystkim – przyjacielem, rodzicem, ukochanym i partnerem w jednym. Nie mieliśmy żadnych znajomych w Wielkiej Brytanii oprócz tych, którzy na początku się nami zaopiekowali. Z tym, że oni nie mieszkają w Londynie. Nie mieliśmy też żadnej rodziny, która byłaby dla nas azylem. Mieliśmy tylko siebie i musieliśmy sobie radzić sami.

 

Jak jest teraz?

Przez te dwa lata bardzo dużo się u mnie zmieniło. Po czasie przestałam płakać codziennie za swoim krajem. Chociaż tęsknota dalej została i pewnie nigdy mnie nie opuści. Jednak z czasem zaczęło być już dużo, dużo lepiej. Skupiłam się na nauce, wtedy jeszcze na pracy, starałam się polubić Londyn i zwiedzać go wzdłuż i wszerz. Zrozumiałam też, że teraz moje życie toczy się w Wielkiej Brytanii. I to w tym miejscu jest mój dom.

Gdyby nie moja przeprowadzka za granicę, nigdy nie zaczęłabym mówić w języku angielskim tak płynnie jak teraz. Nigdy nie nauczyłabym się rozumieć akcentów z całego świata (przepraszam Hindusi, Waszego nigdy nie zrozumiem :D). I nigdy nie poznałabym tak wielu różnych kultur w jednym miejscu. Dzięki temu, że zamieszkałam w Londynie, zmieniło się też moje podejście do życia. Zaczęłam dostrzegać to jak wielki jest nasz świat i jak wielu ciekawych ludzi na nim mieszka. Doceniać to, że mam okazję zobaczyć coś więcej niż tylko swoje podwórko. I wierzyć, że wszystko jest możliwe jeśli tylko bardzo się tego pragnie.

Smutek z czasem przeminie, a wspomnienia pozostaną na zawsze. Mieliśmy to szczęście, że mogliśmy wrócić do Polski, gdybyśmy naprawdę chcieli, ale cieszę się, że tego nie zrobiliśmy. Przetrwaliśmy kilka niezbyt przyjemnych chwil, do których mam nadzieję już nigdy nie wracać, ale wiem, że było warto. Myślę, że mój narzeczony się ze mną zgodzi z tym, że gdybyśmy mieli podjąć decyzję o wyjeździe jeszcze raz – na pewno byłaby taka sama.

 

Kiedy wracam do tych wspomnień jest mi smutno. Bo myślę o tych wszystkich ludziach, których początki za granicą wyglądają podobnie do moich. Sami, przerażeni i zagubieni. Bez żadnych perspektyw w Polsce uparcie dążąc do lepszego życia. Jednak wiem, że robią to po coś. I że później będzie im już tylko łatwiej.

 

 A co u Was się zmieniło przez ostatnie dwa lata?

 

Może Cię również zainteresować