Po co nam motywacja?

Właśnie zauważyłam ogromną różnicę pomiędzy życiem w Polsce, a życiem w Anglii. Różnicę w nastawieniu ludzi do świata. Niby banalną, ale jednak pozwalającą osiągnąć dużo więcej, albo wręcz odwrotnie – dużo mniej. W zależności od tego, w którym z tych krajów się żyje.

Kiedy mieszkałam w Polsce i byłam nastolatką nieznającą życia ani realiów polskich miałam jedno ogromne marzenie. Chciałam zostać prawnikiem. Nie wiem co jest w tym zawodzie – czy to chodzi o mój zapał i chęć do nieustannej nauki połączone z moją wewnętrzną potrzebą pomagania ludziom, ale bez widoku krwi i igieł, czy o coś zupełnie innego – ale od zawsze wiedziałam, że to jest dokładnie to, co chcę w życiu robić. Na samą myśl o tym, że pewnego dnia zostanę panią prawnik, że być może nawet kiedyś otworzę własną kancelarię, która będzie zawsze pełna klientów potrzebujących mojej pomocy, czułam wewnętrzną radość. Uśmiech automatycznie pojawiał się na mojej twarzy.

I właśnie to sprawiało, że chciałam ogłosić mój życiowy wybór całemu światu. Kiedy ktoś zapytał mnie, więc „kim chcesz zostać w przyszłości” ochoczo odpowiadałam: prawnikiem!

Niestety, to co zazwyczaj występowało tuż po mojej wypowiedzi było dla mnie jak taki kubeł zimnej wody. Schemat był zawsze mniej więcej taki sam. Na samym początku zdziwienie i zaskoczenie na twarzy. A następnie szereg pytań: a masz kogoś w rodzinie kto jest prawnikiem? Nie, nie mam. A myślałaś już nad planem awaryjnym w razie, gdyby Ci się nie udało? Nie, nie myślałam i nie zamierzam mieć żadnego planu awaryjnego. Ale wiesz, że studia prawnicze są drogie i bardzo trudne? Poradzisz sobie? Tak, wiem i tak, poradzę sobie.

Po całej tej fali pytań i odpowiedzi nadchodził czas na moment, który nazywam Niewiarą. Jest to kiwanie głową, które chyba miało oznaczać: och biedactwo, mam nadzieję, że ktoś Cię kiedyś uświadomi, że nigdy nie spełnisz swojego marzenia.

Tak było kiedy mieszkałam w Polsce.

Po co nam motywacja

Dwa lata temu przeprowadziłam się do Wielkiej Brytanii. Dużo osób już przestało pytać kim chcę zostać w przyszłości. Ale czasami poznam kogoś nowego kto nie wie co aktualnie robię. I wtedy, już z mniejszym entuzjazmem i bez uśmiechu na twarzy odpowiadam, że studiuję prawo. Za każdym razem czekam na te posępne twarzy wyrażające współczucie i za każdym razem dziwię się tak samo kiedy ich nie widzę.

Dzisiaj na jednym z wykładów mieliśmy gościa, który jest byłym studentem uczelni, w której się obecnie uczę. Przyszedł opowiedzieć nam o tym jak wygląda jego praca, ale co ważniejsze przyszedł nas zmotywować. Powiedział, że wybraliśmy sobie bardzo trudny zawód, ale jeżeli będziemy się wyjątkowo mocno starać, dobrze uczyć i brać udział w wielu dodatkowych zajęciach to damy radę.

Powiedział też, że konkurencja na rynku pracy jest ogromna i nie będzie łatwo się przez nią przebić. Będą ludzie po lepszych uczelniach, z lepszymi wynikami, z większym doświadczeniem, ALE nie możemy się tym przejmować. Musimy być gotowi na dziesiątki, ba! setki odrzuceń, ale mamy próbować aż do skutku. Aż do momentu, kiedy dostaniemy pierwszą pracę w naszym wymarzonym zawodzie.

I niby to są proste i bardzo oczywiste słowa. Ale to właśnie tych słów mi brakowało kiedy podejmowałam decyzję o swojej przyszłości. Kto wie, gdybym wtedy spotkała kogoś takiego na swojej drodze – być może nadal mieszkałabym w Polsce? Być może byłabym jednym z tych studentów, którzy ciągle się uczą i angażują we wszystko co jest dostępne. Być może dążyłabym uparcie do swojego celu. Być może…

Nie chcę przez to powiedzieć, że w Wielkiej Brytanii jest dobrze, a w Polsce źle. Że to wszystko jest albo czarne, albo białe. Ale jest wiele aspektów, dzięki którym tu gdzie obecnie mieszkam żyje się lepiej, a przede wszystkim łatwiej. Mam nadzieję, że pewnego dnia to się zmieni. A takich studentów jak ja, którzy chcą spełniać swoje marzenia, ale boją się robić to we własnym kraju, będzie coraz mniej.

 

  • Niesamowite, ze tak ludzie w Polsce negatywnie reaguja… Ja tez sie nasluchalam o studiach prawniczych. Ze trzeba miec znajomosci. Matke w prokuraturze i ojca w adwokaturze. I pozniej po studiach pracy nie ma. Albo jest tylko zle platna. A ja nie pracuje w zawodzie, ale studia przydaja mi sie na kazdym etapie zycia i bardzo sie ciesze, ze je skonczylam! Trzymaj sie lepiej tego pozytywnego podejscia, jakim karmia Cie w UK. Przeciez w kazdym zawodzie jest trudno, trzeba zawsze myslec opytmistycznie :)

    • W Polsce lubi się narzekać i ludzie nawet się nie starają myśleć pozytywnie. Nie wszyscy oczywiście, ale większość tych, z którymi się spotkałam. Nawet teraz, kiedy mówię, że zastanawiam się nad powrotem do Polski w przyszłości to mówią, że nie warto.
      A gdzie pracujesz tak z ciekawości? :D
      Dzięki! To angielskie podejście jest dużo zdrowsze niż polskie, więc mam nadzieję, że będzie go doświadczać jak najdłużej. :)

      • W mediach, ale tutaj prawo tez mi sie bardzo przydaje – autorskie, prasowe itp. Jak widze, ilu ludzi „kradnie” zdjecia na blogach itp. to zawsze jestem w szoku :)

  • Zgadzam się z Tobą w pełni. Ja akurat teraz zbieram moje doświadczenie na Erasmusie w Hiszpanii, bo po drugim roku studiów w Polsce miałam dość. Teraz przez to bardziej otwarte podejście do studenta, ten brak krytyki ludzi z zewnątrz, nareszcie chce mi się chodzić na uczelnię i robić to, co lubię. Żałuję tylko, że nie podjęłam decyzji o całych studiach zagranicą, ale może na mgr się zdecyduję. Powodzenia i spełniaj swoje marzenia :)!